Oświadczenie Fundacji „Projekt Łódź" w sprawie planowanych inwestycji na łódzkim lotnisku.
Radni decydują, czy przeznaczyć w ciągu trzech lat pół miliarda złotych na rozbudowę Portu lotniczego im. Władysława Reymonta w Łodzi. Od kilku lat, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, lotnisko nie rozwija siatki połączeń regularnych, brak jest nowych linii lotniczych oraz nowych kierunków połączeń. Ponadto lokalizacja samego obiektu i wynikające z niej liczne bariery, ograniczające możliwości jego rozwoju, stawiają pod znakiem zapytania sens dalszego inwestowania. Zważywszy na te okoliczności oraz wysokość kwoty planowanej inwestycji wydaje się mało prawdopodobne uzyskanie choćby zwrotu z zainwestowanego kapitału.
Naszym zdaniem, wziąwszy pod uwagę ogrom potrzeb w naszym mieście, związanych z koniecznością przeprowadzenia rewitalizacji całych kwartałów miasta, rozbudową i naprawą infrastruktury drogowej oraz sieci wodnokanalizacyjnej, planowana inwestycja jawi się jako próba zbudowania kolejnego „pomnika„ a nie przedsięwzięcia służącego realnej poprawie warunków życia łodzian. Obecne władze w sposób wyjątkowo nierozważny i nieodpowiedzialny wydają publiczne pieniądze na fanaberie, na które nas nie stać.
Jednym z głównych elementów planowanej inwestycji jest budowa nowego terminalu, który ma pozwolić na przyjęcie 3 mln pasażerów rocznie oraz budowa równoległej do pasa startowego drogi kołowania, która ma zwiększyć przepustowość pasa startowego.
Jednak w 2008 roku łódzkie lotnisko obsłużyło jedynie ok. 350 tys. pasażerów. Ruch na lotnisku jest minimalny, po kilka samolotów dziennie. Bywają dni, że startuje tylko jeden. Wykorzystanie pełnych możliwości nowego terminalu musiałoby oznaczać dziesięciokrotny wzrost liczby pasażerów. Łódzkie lotnisko jeszcze długo nie będzie obsługiwać tak dużej liczby osób, a utrzymanie nowych obiektów będzie kosztować podatnika dodatkowe miliony złotych.
Lublinek długo nie będzie dużym międzynarodowym lotniskiem. W okresie boomu lotniczego udało się pozyskać tylko jednego regularnego taniego przewoźnika - Ryanair. Lata on z Łodzi tylko, dlatego, że samorząd dopłaca do tej linii milionowe dotacje.
Łódzkim lotniskiem nie jest zainteresowany także żaden poważny narodowy przewoźnik. Nie ma również lotów z Łodzi do dużych przesiadkowych lotnisk europejskich, a tym samym brakuje poważnej oferty dla biznesu.
Dodatkowo, obecnie krótki czas podróży koleją, a za chwilę również samochodem, do Warszawy powoduje, że łodzianie chętniej korzystają z Okęcia.
Biorąc powyższe pod uwagę oraz wyłącznie życzeniowe założenia dotyczące poziomu ruchu, przy tak konkurencyjnym otoczeniu, trudno nie odnieść wrażenia, że zaangażowanie blisko 500 mln zł (w dodatku sfinansowanych długiem) służyć ma względom prestiżowym i propagandowym obecnych władz miasta.
W celu sprawdzenia realnych szans na samodzielne funkcjonowanie lotniska w Łodzi, warte jest rozważenie przekazanie zarządzania Lublinkiem, który nadal pozostałby własnością publiczną, prywatnemu operatorowi, międzynarodowej korporacji, która posiada odpowiednie doświadczenie w branży, większą siłę przetargową w negocjacjach z liniami lotniczymi oraz motywację osiągnięcia sukcesu. A od władz miasta oczekujemy racjonalnych decyzji służących zaspokajaniu zgodnych z podstawową hierarchią potrzeb łodzian.
Ireneusz Jabłoński
Przewodniczący Rady
Fundacji „Projekt Łódź"